Pij z głową: Anka

Kwestia mądrego, męskiego picia została rozebrana na części. Teraz wypada mądrze doradzić paniom jak nie zostać rozebraną, pijaną damą.
U kobiet ewolucja alkoholowego zaangażowania realizuje się w nieco innych odsłonach. Postępuje od niewinnych (-ej Kaśka, chodź potańczymy na barze; lub: -naprawdę nigdy nie widziałeś takich oczu ). Zaczyna się proces pewnej infantylizacji. Nawet dziewczyna, która na co dzień potrafi wypowiedzieć się na kilka lotniejszych tematów, gubi się podczas banalnych, często żałosnych wystąpień. Następnie budzi się w niej chęć zrobienia czegoś szalonego. Nie wie do końca co to miałoby być, ale przecież noc taka piękna i wciąż taka młoda. Węszy więc przygody, a przygoda czai się wszędzie! To stadium może być ruchome, ponieważ gdy kobieta właśnie zapija jakiś sercowy zawód, to jest ten moment, w którym działa wg zasady, że wszyscy wracają do miejsc, z których chcieli kiedyś uciec. Dzwoni do niego, wysyła dwieście nieskładnych smsów, lub, co gorsza, postanawia się z nim rozmówić, tu i teraz w cztery oczy. Kolejny etap to, zależnie od poprzedniego, pielęgnowanie widma przygody, lub rzewny widok dla trzeźwiejszych świadków jej rychłego i nieuchronnego upadku (zwierzanie się, szukanie porady i pocieszenia). To już prawie krańcowa faza rozkładu, kiedy dama zapomina jak się chodzi w szpilkach, traci poczucie życiowego rytmu i gubi kolejne kadry pijanej nocy. Ostatnie stadium, jeśli musi wystąpić, wygląda tak jak u mężczyzny, więc nie będę się nad nim hmm.. pochylała. Osoba, która, daj Boże, nad nią czuwała, w tym etapie poczuje się jak grabarz.

Poranny epilog ma gorzki smak. Komplementy, które smakowały kawiorem odbijają się kartoflem. Sprzężona percepcja z panem Twojej nocy w retrospekcji okazuje się być tylko jego monologiem o wykozaczonym golfie czwórce. Jego urzekające komplementy dzisiaj wołają: nie, nie bolało jak spadałam z nieba! Dzisiaj nie imponuje już siostrzeniec kumpla jego brata, który znał tam dj'a. Występuje syndrom rozwlekłego i dopadającego znienacka przekrojowego echa, które każe nam łapać się za, najcięższą kiedykolwiek, głowę. Jak dobrze, że nie było aparatu. Po co z nim rozmawiałam Lub gorsze. Kto to Co robi w moim łóżku Kakofonia jest ciszą przy tym co dzieje się w taki poranek w głowie kobiety. W fotelu zasiada nieznośne poczucie winy, wraca moralność, która, bardzo niepocieszona, wymaga jakichkolwiek wyjaśnień.

Recept na poranek może nie błogi, ale chociaż znośny, jest kilka, jednak żadna nie jest bezawaryjna. Jeśli pijesz z facetami, poproś o mniejszy kieliszek, albo omijaj co drugą kolejkę. To spowolni proces i wyrówna siły. Pilnuj się. Znasz się najlepiej. Jeśli nie poznasz się w lusterku swojej puderniczki, podziękuj za kolejnego drinka. Jeśli facet wydaje Ci się błyskotliwy, a użył słowa felgi przynajmniej trzy razy, pomyśl o czym pogadacie rano. Odejdź. Postaw sobie za cel szlachetne działanie - pilnuj kogoś innego. To złota zasada, która zakłada, że nie możesz zrobić się bardziej niż koleżanka. Nie zadręczaj się, ale konfrontuj potencjalne zachowania na trzeźwo z tymi 'szalonymi' w stanie doraźnym. Żeby nie stracić twarzy, zostaw na jutro spontaniczne pomysły i rozpatrzenie ich wykonania. Problemów natury duchowej nie rozwiąże raczej lekko sztywny już kolega. Przemyślisz to sama. Jutro. Pij i daj pić innym. Pamiętaj o granicach, wyczuciu i elegancji.

Teoria bez praktyki staje się metafizyką, a alkoholowa metafizyka to plugawe abstynenctwo. Wszystko - byle z umiarem i klasą, która często, po cichu, ulatnia się przed końcem imprezy.

Anka